Soft power, czyli rosyjski i polski lobbing w USA

„Dziesięciu ludzi, którzy mówią, robi więcej hałasu niż dziesięć tysięcy tych, którzy są cicho.”

Napoleon Bonaparte

11 listopada 2013 zaskoczeni czytelnicy „The New York Times” znaleźli w dzienniku op-ed autorstwa Władimira Putina. Rosyjski prezydent pisał o konflikcie w Syrii, działaniach USA – trochę wytykając Amerykanom błędy, trochę pouczając, a przede wszystkim stawiając się w roli rozsądnego przywódcy światowego, dążącego do stabilizacji i pokoju na świecie. „Musimy skończyć z językiem przemocy i powrócić na ścieżkę cywilizowanej dyplomacji i politycznych rozwiązań”, pisał (więcej przetłumaczonych cytatów – tu).

Z dużym prawdopodobieństwem był to jeden z najlepiej opłaconych op-edów w ostatnich latach. Nie, oczywiście to nie Putinowi zapłacono – to on, a właściwie Federacja Rosyjska zapłaciła agencji PRowskiej Ketchum za załatwienie możliwości publikacji; czy Ketchum potem płaciło (a jeśli tak, to ile) dziennikowi – nie wiadomo (brak takiej informacji w dokumentach składanych do Departamentu Sprawiedliwości).

Wiadomo jednak jakie Ketchum miała wpływy finansowe w okresie współpracy z Rosją (jej główni rosyjscy klienci to Gazprom Export i właśnie Federacja Rosyjska jako taka). Od rozpoczęcia tej współpracy w 2006 r. kwoty te wynoszą (wg danych dotychczas zgłoszonych do Departamentu Stanu) 26 mln. w przypadku Federacji Rosyjskiej i 29 mln. $ w przypadku Gazpromu. Oczywiście lwia część tych pieniędzy przeznaczona była dla podwykonawców, koszty działań itd.

Człowiek roku z kraju walczącego z korupcją

Dokumenty, które agencja musi składać co sześć miesięcy do Departamentu Sprawiedliwości, wykazując działania lobbingowe na rzecz podmiotów zagranicznych, robią wrażenie. Są to przede wszystkim działania ukierunkowane na media. Liczba redakcji i tytułów, z którymi agencja miała kontakt albo z którymi współpracowała na rzecz Rosji i Gazpromu Export (przykładowe raporty, złożone do Dep. Sprawiedliwości  raport 2013 + raport z 31 maja 2014), to marzenie chyba każdego PRowca, a jeszcze bardziej jego klienta. Oprócz op-eda w „NYT”, Ketchum załatwiła także op-edy w innych gazetach, organizowała wywiady dla swoich klientów, a także np. możliwość wypowiedzi „ekspertów sprawiających wrażenie niezależnych” (za: ProPublica) w CNBC czy dla Huffington Post. Eksperci opowiadali o „ambitnej strategii modernizacyjnej” Rosji, o wprowadzaniu tam „praw, które mają lepiej chronić biznes i zmniejszyć korupcję”, można było się także dowiedzieć, że Rosja jest jednym z najbardziej dynamicznych gospodarek na kontynencie i krajem przychylnym zagranicznym inwestorom. Prawdopodobnie to Ketchum przyczyniła się także do przyznania Putinowi tytułu „człowiek roku” tygodnika „Time”.

Ketchum jak to agencja PRowsa, robiła co do niej należy. Klient płaci, klient wymaga, klienta się wspiera, klient zapewne zadowolony, efekty współpracy nie zawsze widoczne jak na dłoni. Nie zawsze, bo o ile o op-edzie w NYT i historii jego powstania szybko dowiedział się cały świat (fakt jego publikacji był tak szokujący), tak możliwości wychwycenia ekspertów czy innych tekstów „wspieranych” przez Ketchum są raczej nikłe (jak pisała ProPublica, niektóre z redakcji nie miały pojęcia, że agencja reprezentuje rosyjski rząd). Dość dodać, że tylko w tym roku Federacja Rosyjska zarejestrowała już ponad 1,5 mln. $ wydatków na działania lobbingowe w USA, które trafiły na konta ww. agencji. W czasach poważnych konfliktów międzynarodowych, gdy Rosja walczy o swoje miejsce i wpływy w polityce międzynarodowej, także gdy walka idzie o serca i stan wiedzy społeczności międzynarodowej (w tym poszczególnych, kluczowych grup takich jak np. biznes), takie „miękkie” działania mogą być niezwykle skuteczne, bo przyczyniają się do korzystnej dla Rosji narracji (i niwelują tę niekorzystną).

W marcu Ketchum wydała oświadczenie, że nie doradza i nie prowadzi działań dla Rosji w zakresie polityki zagranicznej, w tym wobec Ukrainy, a jedynie w tematyce ekonomicznej. Cóż, zapewne wspomniany wcześniej op-ed Putina równie dobrze mógł być opublikowany na stronach ekonomicznych NYT, bo w ogóle nie dotyczył polityki zagranicznej Rosji ;)

Foreign Influence Explorer – nie tylko suche dane

Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej o tym jak w ostatnich latach w USA lobbuje Rosja, ale i inne kraje, najróżniejsze firmy i organizacje spoza USA, jest to możliwe dzięki Sunlight Founadation i stworzonej przez nią aplikacji online. Ale po kolei.

Amerykański Departament Sprawiedliwości od 76 lat gromadzi dane na temat lobbingu podmiotów zagranicznych na swoim terenie. Formalnie baza „Foreign Agents Registraton Act” (FARA), zawierająca te dane, jest bazą ogólnodostępną. Jak pisze jednak International Consortium of Investigative Journalists, tak naprawdę dostęp do niej był mocno utrudniony, a ona sama nieprzystępna pod kątem przejrzystości, możliwości wyszukiwania informacji itd. Jednak dzięki aplikacji „Foreign Influence Explorer”, stało się to o wiele łatwiejsze, a z danych z bazy mogą korzystać ludzie na całym świecie. Znaleźć w niej można m.in. szczegóły dotyczące płatności na rzecz firm lobbingowych działających na terenie USA, reprezentujących podmioty zagraniczne, które chcą wpływać na amerykańską politykę federalną, ale także np. informacje z jakimi politykami i mediami kontaktowali się lobbyści (niekiedy wraz np. ze skanami korespondencji). Jak podaje Sunlight Foundation, w bazie są wszystkie dokumenty z okresu 2008-2011 r, z 2013r., na bieżąco są uzupełniane o wszelkie nowe informacje. Okres 2011-2012 jest nadal uzupełniany.

Od kilku dni przeglądam bazę, wyłapuję różne ciekawostki – dużo ona mówi o tym jak dziś funkcjonuje choćby polityka międzynarodowa. Jak już zatem się rozpisuję, to jeszcze kilka słów jak tam z polskim lobbingiem w USA. Z dokumentów dostępnych w bazie wynika, że na rzecz Polski w Stanach Zjednoczonych zlecenia lobbystom dawały dwa podmioty: polska ambasada w Waszyngtonie (2008 i 2009 – to daty płatności, jak wynika jednak z dokumentów w bazie, działania prowadzone były do maja 2010r.) oraz Polska Organizacja Turystyczna (w 2013 poniosła wydatki wysokości ponad 716 tys. dolarów; w bazie znajdują się także informacje o działaniach w latach 2008-2010). Na rzecz POT pracowała Polish National Tourist Office, a Ambasadę reprezentowała jedna z największych firm lobbyingowych w Waszyngtonie – Barbour Griffith & Rogers LLC d/b/a BGR Holding (w tym samym czasie firma obsługiwała także m.in. rząd Kataru, Indii, Rząd Regionalny Kurdystanu, rząd Gambii, Porozumienie Narodowe Iraku, Serbię czy Mauritius).

Polska lobbuje u Republikanów

O współpracy polskich władz z BGR w 2009 r tak pisał IAR: „Mimo przejęcia władzy w Stanach Zjednoczonych przez Demokratów, ambasada RP w Waszyngtonie wciąż płaci za lobbing firmie związanej z Partią Republikańską. W pierwszej połowie tego roku polska ambasada wypłaciła już 200 tys. republikańskiej firmie BGR Holding. (…)– Polski rząd najwyraźniej nie zorientował się, że Waszyngton kontrolują teraz Demokraci – przyznał prof. Steven Billet w rozmowie z Polskim Radiem. Twierdzi, że pracę, którą wykonuje firma lobbystyczna, powinni wykonać dyplomaci.”

Jak wynika z danych w Foreign Influence Explorer, współpraca z BGR rozpoczęła się w maju 2008r. Tego roku polska ambasada przelała na konta BGR 203 tysiące dolarów (trzymiesięczne fee: 101.500), w 2009 r – w sumie ponad 370 tys. dolarów. Jakie działania BGR podejmowało na rzecz Polski? M.in. „monitoring i doradztwo w zakresie amerykańskiej polityki w stosunku do Polski, organizacja spotkań między polskimi i amerykańskimi urzędnikami.” Jak BGR pisze w dokumentach składanych w Departamencie Sprawiedliwości, firma skupiała się przede wszystkim na tematyce dotyczącej współpracy obronnej i wojskowej. Właściwie zero działań PRowych nakierowanych na media – oprócz kilku kontaktów z redakcjami w sprawie użycia przez nie sformułowania „polski obóz śmierci” (co akurat, moim zdaniem, powinno być załatwiane przez polski MSZ i właśnie ambasadę RP w USA, a nie agencję lobbingową/PRową).

W okresie 3 czerwca 2008 – 12 listopada 2008 BGR zarejestrowała ok. 100 różnych działań podjętych w ramach współpracy z polską ambasadą. Wśród polityków, do których w sprawach polskich zwracało się BGR, byli m.in. Richard Fontaine (były doradca ds. zagranicznych senatora McCaina podczas wyborów w 2008r. – kontakt na kilka miesięcy przed wyborami), gen. Mark Kimmit (w 2008 – podsekretarz stanu ds. militarno-politycznych w Departamencie Obrony), Marshal Billingslea (w 2008 – w Departamencie Obrony), Johnem Roodem (w 2008 – w Departamencie Stanu USA; kierował negocjacjami polsko-amerykańskimi w sprawie tarczy antyrakietowej w Polsce). Poruszane tematy to m.in. obrona antyrakietowa, sprzedaż F-16 do Polski, współpraca w zakresie bezpieczeństwa, wymiana edukacyjna i kulturowa. Początek współpracy z BGR przypada zatem na gorący czas negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej, a właściwie na okres, gdy negocjacje zaczęły iść w innym kierunku niż oczekiwany. Ostatecznie 14 sierpnia 2008 Polska i USA ogłosiły zawarcie porozumienia w sprawie budowy w Polsce tarczy antyrakietowej. Działania lobbingowe były kontynuowane.

I rzeczywiście, jak pisał IAR, w 2009 r. duża część (choć raczej wskazanym jest napisać: większość) kontaktów podejmowanych przez BGR na rzecz Polski obejmowała właśnie Republikanów, mimo że 20 stycznia tego roku administrację przejął Barack Obama i jego ludzie. Agencja BGR była w częstym kontakcie np. z biurami republikańskich kongresmenów: Marka Kirka (spotkania, maile, telefony), George’a Voinovicha czy Jona Kyla. O jakich tematach rozmawiano? Na rzecz jakich działań lobbowano? Pewnie warto będzie poznać odpowiedź, zwłaszcza że 2009r. pogrzebał wcześniejsze plany i przyniósł nam wycofanie się USA z części decyzji dotyczących tarczy antyrakietowej.

Listę osób, z którymi kontaktowała się agencja od 22 maja 2008 do 20 maja 2010, możecie zobaczyć tutaj. To dane z aplikacji, uporządkowane i przeniesione do pliku .csv.

Soft power = smart power

Prof. Steven Billet mówił IARowi, że lobbyści wykonywali na rzecz Polski pracę, którą powinni wykonywać dyplomaci. Nie chciałabym się sprzeczać z profesorem, bo przede wszystkim nie pozwala mi na to moja nikła wiedza i jeszcze mniejsze doświadczenie w stosunkach międzynarodowych i dyplomacji. Jednak zapomnijmy na chwilę o lobbingu PTO, a zerknijmy na inne – polityczne i biznesowe, pozaturystyczne i pozapromocyjne aspekty działań lobbingowych w USA. W ubiegłym roku Polska na taki lobbing nie wydała ani dolara. Wydatki wielu innych krajów wyglądały jednak zupełnie inaczej. Wśród „płatników” w ubiegłym roku nie znajdziemy też władz federalnych Niemiec, ale już poszczególnych landów czy firm – tak (np. Deutsche Telekom w ubiegłym roku – prawie 12 mln. $!). Nie znajdziemy francuskich czy szwedzkich władz, za to chyba właściwie każde państwo arabskie. Ale oczywiście są i europejskie, w 2013 zlecenia firmom lobbingowym dały np.:

rząd Zjednoczonego Królestwa – 332.728 $ + Department of Enterprised Trade and Investment, a UK Government Department in Northern Ireland – 3.925.000$

czeskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych – 450.000$

rząd Włoch – 81.500$

Federacja Rosyjska – 3.738.124$

Patrząc z takiej perspektywy, nie widzę powodów do jakiegoś szczególnego oburzenia na to, że mieliśmy wydatki na lobbing w USA (inna sprawa, jak te wydatki były realizowane). Tym bardziej nie miałabym ich i w obecnej geopolitycznej sytuacji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s