10 lat świetlnych Basi i Wieśka

Kiedy wczoraj słuchałam wszystkich radosnych słów o dziesięcioleciu w Unii, jedna myśl nie dawała mi spokoju… Cieszą nowe drogi, cieszą odnowione zabytki, inwestycje w infrastrukturę lokalną i naukę. Cieszy brak kontroli granicznych oraz poczucie bycia jednymi „z nich”. Cieszy, że wielu ludziom poprawiły się warunki życia. Choć właściwie to właśnie ta myśl nie dawała mi spokoju…

Wkrótce po wejściu do Unii Europejskiej, latem 2004, wraz z kilkunastoosobową ekipą TVN wyjechałam na ponad dwa miesiące do Wielkiej Brytanii realizować serial dokumentalny o polskich emigrantach na Wyspach („Bitwa o Anglię”). Szeroko otwarte drzwi do Europy codziennie kusiły setki ludzi z całej Polski. Pewnie dlatego poszukiwania bohaterów nigdy potem w mojej pracy telewizyjnej nie były tak łatwe. Zgłaszali się chętni, którzy znaleźli nasze ogłoszenie w prasie. Zgodę wyrażali ci, których spotykaliśmy w agencjach pośrednictwa pracy, a także ci, których szukaliśmy przez znajomych.  Niektórych poznawaliśmy już w Wielkiej Brytanii.

Moi bohaterowie szczęścia szukali w Londynie i Hull – jak śmialiśmy się z ekipą, przygnębiającym mieście portowym, w którym nawet marynarze nie zsiadają ze statków. Wyjeżdżali z różnymi doświadczeniami i planami. Albert zamknął swój sklep w Polsce, w Wielkiej Brytanii chciał zarobić na leczenie żony chorej na stwardnienie rozsiane.  Wiesiek wierzył, że tam będzie miał lepszy start i będzie go w końcu bez stresu stać na założenie rodziny. Pan X i Pan Y z małej podkrakowskiej wsi byli pewni, że po latach bezrobocia i zbyt częstych alkoholowych wyskoków, w parę miesięcy zarobią dobre pieniądze i wrócą do Polski. Basia skończyła we Wrocławiu medycynę, kusiła ją perspektywa lepszego życia w Wielkiej Brytanii – lepszych zarobków i perspektyw zawodowych, łatwiejszego startu dla młodej rodziny. Jerzy chciał po prostu zostawić wszystko za sobą i zacząć nowe życie.

Potem toczyło się tak jak w tysiącach innych takich przypadków: kłopoty wynikające z całkowitej nieznajomości języka; oszuści, którzy pobrali zaliczkę na mieszkanie i zniknęli; pracodawcy, którzy mieli czekać z pracą, ale nie czekali, ba! – często nie istnieli; tęsknota za domem, która była nie do zniesienia… Pan X i Pan Y po czterech tygodniach bez pracy, za to z kilkoma kolejnymi alkoholowymi wyskokami, postanowili wrócić do Polski, bo portfel świecił pustkami. Albert uparł się, że da radę; zresztą miał to szczęście, że wyjechał do pracy ze sprawdzoną, choć co miesiąc ściągającą bardzo wysoką prowizję, agencją. Do Polski, żony i córki tęsknił wtedy okrutnie. Wiesiek podobnie, tyle że po kilku tygodniach sprowadził narzeczoną. Basia chwilowo, jak twierdziła, porzuciła marzenia o byciu lekarzem w Wielkiej Brytanii, zajęła się robieniem manicure’ów Angielkom oraz (wraz z mężem) usługami remontowymi – klienci chwalili ich umiejętności malarskie. Jerzy miał się najlepiej – do Londynu przyjechał przed 1 maja, dostał pracę u Hindusa. Może nie najlepiej płatną jak na warunki brytyjskie, ale i tak dużo lepiej niż w Polsce. Bardzo religijny, czuł się też w obowiązku pomagania innym Polakom – głównie bezdomnym na Viktorii. Przynosił jedzenie, pomagał znaleźć pracę czy miejsce do spania. To wraz z nim poznawałam kolejnych Polaków w Londynie i ich dramatyczne historie. Zaskakiwało jednak jak bardzo nie chcieli wracać do kraju i jak bardzo nadal wierzyli, że w Wielkiej Brytanii uśmiechnie się do nich szczęście i sypnie groszem.

„Moi bohaterowie” byli zaledwie maleńkim odsetkiem tych, którzy w 2004 roku i później poczuli, że oto wraz z wejściem do Unii, otworzyły się przed nimi nowe, lepsze perspektywy. Że w końcu życie nabierze impetu, że w końcu coś zarobią, może spłacą długi, może odłożą na przyszłość. Ale wszystko tam, nie tu – w Polsce. Unia dla nich nie oznaczała większych możliwości na rozwój w ojczyźnie, taką szansę widzieli wyłącznie zagranicą. Jak wynika z danych brytyjskiego Office for National Statistics, od 2001 do 2011r. liczba osób urodzonych w Polsce, a mieszkających w Wielkiej Brytanii, wzrosła z 61 tysięcy do 654 tysięcy (w okresie od grudnia 2003 do grudnia 2010 z 75 tysięcy do 532 tysięcy).  Dziś prawdopodobnie jest to ok. 579 tysięcy. To oczywiście dane oficjalne, nieoficjalnie nawet sam Home Office przyznaje, że w Wielkiej Brytanii może mieszkać prawie milion Polaków. Jak wynika z sondażu ośrodka badawczego Ipsos i Polish City Club, ¾ z nich chce zostać w Wielkiej Brytanii na stałe.

I ta męcząca mnie myśl kręci się wokół tego, że także i oni powinni byli znaleźć się w rządowym spocie „10 lat świetlnych”. Nie mam kontaktu z moimi bohaterami, ale wiem, że Wiesiek został w Hull, pobrał się ze sprowadzoną tam już w 2004 r. narzeczoną, mają córeczkę – całkiem już dużą dziewczynkę, dla której pewnie ojczyzną jest Wielka Brytania. Została też Basia – pracuje jako lekarz, prowadzi badania kliniczne. Tam, nie tu. Dla nich te ostatnie 10 lat to pewnie rzeczywiście lata świetlne (tak, wiem, lata świetlne odnoszą się do odległości, ale trzymam się  „filmowej” retoryki;), w trakcie których zaszło mnóstwo zmian i jak mało kto umieliby powiedzieć jakie realne zyski przyniosło im nasze wejście do Unii.

Daleko mi do eurosceptyka. Tak, cieszę się, że podróżujemy bez paszportów. Że z pomocy Unii korzystają nasi rolnicy, artyści, naukowcy. Że mamy nowe drogi, oczyszczalnie ścieków i autobusy w Krakowie. Ale nie potrafię pozbyć się myśli, że coś też przez te dziesięć ostatnich lat mocno przegraliśmy. Właśnie takich Wieśków i ich córki oraz takie Basie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s