Z góry uprzedzam, że nie wiem czy jestem za eutanazją, czy przeciwko. Nie mam pojęcia, bo tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono. Mam nadzieję, że na tym polu nigdy sprawdzana nie będę.

Nie mam jednak wątpliwości co do dopuszczalności eutanazji wśród dzieci. Nawet za ich zgodą. Nawet za ich zgodą i poparciem lekarza. Nawet za ich zgodą, poparciem lekarza i zgodą rodziców. 10-latek nie jest w stanie w pełni świadomie decydować o swoim życiu lub śmierci, natomiast dorosły* nie ma do tego prawa. Dając mu je, przekreślamy wszystko, co przez wieki stworzyła i w co wierzyła nasza cywilizacja.

W 2008r. po raz pierwszy zetknęłam się bezpośrednio z tematem eutanazji i tzw. wspomaganego samobójstwa. Poznałam ludzi, którzy się na nie zdecydowali; rodziny, które w ten sposób straciły  / pożegnały bliskich (specjalnie wprowadzam to rozróżnienie); ludzi, którzy prowadzili organizacje dające możliwość popełnienia wspomaganego samobójstwa i wreszcie tzw. pomocników w śmierci – ludzi, którzy przygotowywali śmiertelne dawki leków i z umierającymi byli do ostatniej chwili.  Przeprowadziłam godziny rozmów, zobaczyłam kilka filmów (także prywatnych) o ludziach, którzy zdecydowali się odejść w ten sposób, poznałam dziesiątki takich historii, rozmawiałam z ludźmi, którzy czekali na „swoją kolej” do wspomaganego samobójstwa.

Niektóre z tych decyzji były decyzjami jak najbardziej świadomymi – ludzi, którzy nie potrafili już znieść cierpienia, fizycznego i psychicznego bólu, dla których każdy dzień był coraz większą udręką. Ludzie, którym medycyna nie dawała już żadnej, choćby najmniejszej nadziei. Craig, któremu każdy oddech przynosił niewiarygodny ból i przybliżał do śmierci, Anne z bardzo szybko postępującym porażeniem nadjądrowym, Penelope, cierpiąca na raka, której nie pomagała już morfina. Nie umiałam i nie umiem wyobrazić sobie ich bólu. Nawet nie próbowałam.

Byli też jednak i tacy, którzy śmierci tak naprawdę nie chcieli. Samotni, biedni, porzuceni przez bliskich, odrzuceni przez państwo, bez wątpienia cierpiący też fizycznie; swoim krzykiem o śmierć, krzyczeli tak naprawdę o pomoc w życiu. Tak jak Janusz Świtaj. Kiedyś symbol polskiej walki o eutanazję, dziś wyjeżdża z domu, pracuje w Fundacji Anny Dymnej, pomaga innym ludziom, studiuje, cieszy się każdym dniem. Bo ktoś wyciągnął do niego rękę. Albo jak mieszkający w Wielkiej Brytanii Noël Martin, mężczyzna cierpiący na raka i tetraplegię –  paraliż czterokończynowy, skutek brutalnego pobicia przez niemieckich neonazistów. Gdy pierwszy raz rozmawiałam z nim w 2008r., był już po dwóch terminach wspomaganego samobójstwa. Obydwa przekładał; raz bo rzekomo przyjaciele odmówili przewiezienia go do Szwajcarii, raz bo rzekomo nie zgromadził całej dokumentacji medycznej… Nie bez powodu piszę „rzekomo”. Gdy rozmawialiśmy ostatni raz, miał wyznaczony kolejny termin. Gdy słuchałam o jego cierpieniu, byłam przekonana, że to właśnie to, czego chce. Z jakiegoś powodu przepadł i trzeci termin. Martin żyje do dziś, prowadzi Fundację swojego i swojej zmarłej żony imienia, pomaga młodzieży. Wokół niego jest sporo ludzi, którzy mu pomagają. Pomagają żyć.

Każda z tych osób podjęła w pełni świadomą decyzję o swojej przyszłości. Jedni o życiu. Inni o śmierci. Sami wiedzieli czego chcą i co w ich opinii jest dla nich najlepsze. Dorośli, doświadczeni, świadomi świata i siebie ludzie. Potrafiący myśleć w perspektywie dni, miesięcy i lat. Nikt inny tych decyzji za nich podejmować nie musiał. Bo nie mógł. Dlaczego inaczej ma być w przypadku dzieci? Małych ludzi, którzy nie są w stanie myśleć w perspektywie dni, miesięcy i lat?

Od dwóch lat w szufladzie mojego biurka leżą dwie taśmy. Nigdy nie ujrzą światła dziennego, nigdy też ich nie zniszczę – ze względu na szacunek dla mojego rozmówcy. To jedyny temat, którego się podjęłam jako dziennikarz, ale z którym zupełnie nie umiałam sobie poradzić. To był ostatni raz kiedy pracowałam nad takim tematem. Poznałam wówczas młodego chłopaka z Warszawy, który domagał się wprowadzenia w Polsce prawa do eutanazji. Chciał się jej poddać. Poruszał się (choć to nie jest właściwe słowo) na wózku, cierpiał na stwardnienie zanikowe boczne. Oprócz postępujących zaburzeń ruchowych, pojawiały się zaburzenia czynności fizjologicznych, zaburzenia mowy, kłopoty z połykaniem. Powoli bo powoli, ale ciągle jeszcze mógł pisać na komputerze, czytać książki – był niezwykle sprawny umysłowo. W kółko jednak żył myślą o coraz szybciej postępującej chorobie i strachem, że pewnego dnia pojawią się kłopoty z oddychaniem – znak zbliżającego się końca. Podczas jednego z kolejnych spotkań przyznał jednak, że gdyby wierzył w rozwój medycyny, a może nawet gdyby choć tylko miał odpowiednią opiekę państwa, i może gdyby miał u boku kochającą kobietę, może by o eutanazję nie walczył. Ale że ich nie ma i w nie nie wierzy, to walczy o eutanazję, a gdy mu się uda, podda się jej. A jeśli mu się nie uda, to podda się jej gdzie indziej. – I wiesz Beata, dzięki komu to wszystko? – spytał. Nie wiedziałam. – Dzięki tobie. Zobaczyłem twój reportaż o Szwajcarii i zrozumiałem, że tak chcę, tak zrobię. Dzięki tobie wiem jak mogę umrzeć.

To słowa, które prześladują mnie do dziś. Film nie powstał, bo nie umiałam się zmierzyć z tymi słowami. Nigdy nie chciałam i nie chcę dawać nikomu wiedzy o tym jak umrzeć. Wiedzy, szansy czy możliwości… Dziwię się, że Belgowie nie boją się brania na siebie tak olbrzymiej odpowiedzialności. Odpowiedzialności za życie i śmierć drugiego człowieka.  Zwłaszcza gdy ma on 10 lat.

*
oczywiście nie myślę tu o decyzjach stricte medycznych
**
Reportaż sprzed lat zobaczyć można tu. Porusza on jeszcze jeden ważny aspekt – zarabiania (w różnym stopniu i na różne sposoby) na czyimś pragnieniu śmierci. Nie mniej ważny gdy mówi się o sytuacji belgijskiej.
***
Pewnie w tej notce sporo chaosu, ale nie potrafię sobie tej belgijskiej decyzji ułożyć w głowie. Muszę się „wypisać” :)
Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s