Jak poznałam Fridę Adler, czyli „This is card #2921, cz. 2”

W końcu udało mi się dotrzeć do Domu Spotkań z Historią, gdzie poznałam ciut lepiej historię Fridy Adler-Wallenstein, o której pisałam w ostatnim poście (o rany, już sprzed dwóch miesięcy? Czas pędzi, stanowczo za szybko!) – This is card #2921.

frida

Jak udało jej się przeżyć wojnę? Czy spotkała jeszcze kogokolwiek ze swoich bliskich? Jak znalazła się w USA i jak ułożyło się jej życie? Oto skrót wywiadu z Fridą Wallenstein, zarejestrowanego w ramach projektu tzw. Archiwum Spielberga, 22 lipca 1997.

Już w trakcie wojny jej rodzinie udało się wyrobić fałszywe dokumenty. Frida Adler stała się Fernande Albert. Zamieszkała wraz z bliskimi na wsi pod Liege. Właściwie spędzała tam jednak jedynie weekendy, w ciągu tygodnia pracowała jako służąca u bogatej rodziny w Liege. Jak mówi – “to nie była praca, to było niewolnictwo”, musiała tam robić wszystko.

Na wsi, gdzie mieszkali rodzice z siostrami, wszyscy wiedzieli, że są Żydami.  Pomagano im, oni pomagali rolnikom w pracy, dostawali chleb, mleko… Spokojnie chodzili ulicami. Tak przez 22 miesiące.

Pewnego dnia w domu pojawiło się Gestapo. W domu była matka, siostry i kuzyn. Matka Fridy próbowała wyprzeć się córek, wierzyła, że może się udać je w ten sposób ocalić. Nie bez powodu przyszedł jej taki pomysł do głowy – w tym górniczym rejonie rodziny często wysyłały swoje dzieci na wieś, by podreperować ich zdrowie. Matka Fridy skłamała, że to takie właśnie “przysłane” dzieci. Gestapowcy jej nie uwierzyli. Tak jak i nie uwierzyli gdy jedna z córek powiedziała, że ojciec jest w szpitalu. Zabrali ich wszystkich.

Ojciec, który rzeczywiście był w tym czasie w szpitalu, na wiadomość o tym, co się stało, wpadł w szał. Mimo że właściwie nie wiedział co oznacza ta sytuacja. Nie wiedział co to Auschwitz. Nie słyszał o komorach gazowych.

Zaraz po wyjściu ze szpitala, ojciec Fridy wylądował w więzieniu (Citadel Liege). Ktoś go wsypał, twierdząc, że był członkiem podziemia. Czy był – Frida nie wie. Wiedziała jedynie, że musi zrobić wszystko, by ojciec w więzieniu pozostał. Inaczej najprawdopodobniej czekałby go taki los jaki spotkał resztę rodziny. Choć, szczerze mówiąc, Frida nie miała pojęcia jaki. Ona też nie wiedziała co to Auschwitz. Nie słyszała o komorach gazowych. Ale była pewna, że deportacje nie mogą oznaczać nic dobrego.

Nie pomogła ojcu gdy ten był w więzieniu, zrobiła wszystko, by wyszedł stamąd dopiero gdy skończyła się wojna. Wydaje jej się, że nigdy jej tego nie wybaczył.

frida2

zdjęcie rodziny Alerów

Matka, siostry i kuzyn, ale i wiele innych osób, które znała, zginęli w Auschwitz. Wróciła stamtąd tylko jedna koleżanka, Rachel Slomovic. Pracowała w obozowej kuchni, udało jej się przeżyć. Wysterylizowana ofiara doktora Mengele. Nigdy nie chciała rozmawiać o tym, co działo się w Auschwitz. Zresztą, Frida nie była w stanie słuchać relacji ocalałych z obozu. Nie chciała znać szczegółów. Nie chciała wiedzieć jak zmarła jej ukochana matka. Nie potrafiła tego zaakceptować.

Po wojnie zamieszkała z ojcem. Ten wkrótce skontaktował się ze swoją kuzynką, Fridą, mieszkającą w USA. Postanowili, że jego jedyna córka wyjedzie tam. On sam nie zdecydował się na wyjazd. Został w Belgii, ponownie się ożenił.

Na statku do Nowego Jorku Frida popadła w chorobę morską. Ale to nie dlatego nie chciała wysiąść ze statku, gdy już dobił do portu. Zdała sobie po prostu sprawę, że się boi. Miała niespełna dwadzieścia lat, przenosiła się do zupełnie obcego kraju, właściwie nie mówiła po angielsku, nigdy wcześniej nie poznała swojej “amerkańskiej” rodziny, zaczynała zupełnie nowe życie. Bała się tak bardzo, że ze statku zeszła jako jedna z ostatnich. Po nocy spędzonej w Nowym Jorku ruszyła do swojego nowego domu, do Cleveland – gdzie mieszkała aż do śmierci.

Znalazła pracę w szwalni. Poznała Jacka, którego wkrótce poślubiła. Urodziła syna, Marka. Poszła do college’u i wykształciła się na sekretarkę. Przez długi czas pracowała dla swojego męża, pediatry, a potem przez 27 lat była sekretarką w szpitalu uniwersyteckim.

Czy widmo Holokaustu zawsze było z nią, tak jak jest to w przypadku wielu ocalałych? Tworzą stowarzyszenia i fundacje, często się spotykają, rozmawiają o doświadczeniach swoich i swoich bliskich, tworzą grupy wsparcia… Zazwyczaj to wspomnienia są tym, co ich łączy, a nie miejsce urodzenia czy wyznawana religia.

Właśnie, religia. Frida wspomina, że była wychowywana bardzo religijnie, jej rodzice byli ortodoksyjnymi Żydami. Ale wojna odebrała jej nie tylko rodzinę, ale i wiarę. Nie praktykuje. Nie chodzi do synagogi. Świeczki czasem zapala na Rosh Hashanah czy Yom Kippur. Syna nie wychowała w sposób religijny, nie zorganizowała mu bar micwy, ale od małego wiedział, że jest Żydem

Ukrywała jednak przed nim zdjęcia swojej zmarłej rodziny. Nie rozmawiała z nim o Holokauście. Nie wie nawet jak się o nim dowiadywał, gdzie się i z czego o nim uczył. Nigdy nawet o to nie zapytała. On też jej na ten temat nie pytał. Nigdy nie dołączyła do żadnej grupy zrzeszającej ocalałych z Holokaustu, zawsze im odmawiała.

Dlaczego? Frida nie mówi o tym wprost, ale poniekąd można domyślić się odpowiedzi gdy opowiada, że przez całe życie miała i nadal ma poczucie winy – bo nie poszła do Auschwitz wraz ze swoją matką… (Swoją drogą, to zjawisko często występujące wśród ocalałych z Holokaustu – nie są w stanie rozmawiać o nim ze swoimi dziećmi, dopiero z wnukami, a nawet prawnukami. Wrócę kiedyś i do tego tematu, bo właściwie było to podstawowe zagadnienie, jakim zajmowałam się w trakcie stypendium w USA.)

I oto pewnego dnia syn powiedział jej o Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie i o tworzonej bazie wspomnień osób ocalałych z Shoah. Frida odpowiedziała, że nie sądzi by ktokolwiek był zainteresowany jej historią, wszak nie była w obozie koncentracyjnym. A jednak ktoś z muzeum zadzwonił, zebrał wstępne informacje. A potem zapytał czy zgodzi się opowiedzieć o swoich wspomnieniach. I mimo że przez lata trzymała je tylko dla siebie, zgodziła się. Zgodziła się, bo chciała dać świadectwo temu, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Że to spotkało i jej rodzinę. Ale zgodziła się także po to, by jej syn i wnuczki zawsze pamiętali o wielkim szczęściu jakim jest posiadanie obojga rodziców. Chce także by wiedzieli, i jej bliscy, i obcy ludzie, że w strasznych wojennych czasach  byli też ludzie, którzy pomagali Żydom i że to dzięki takim ludziom ona przeżyła.

Frida Wallenstein w 1997r.

Frida Wallenstein w 1997r.

 

Przydatne linki:

USC Shoah Foundation, The Institute for Visual History and Education – http://sfi.usc.edu/

Steven Spielberg Jewish Film Archive – http://www.spielbergfilmarchive.org.il/

Dom Spotkań z Historią – http://www.dsh.waw.pl/

Wszystkie wykorzystane zdjęcia to stopklatki z wywiadu nagranego dla Archiwum Spielberga.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s