…również moja kruszyna pozostanie tu na zawsze…

Hradeczek, 5.12.2005
Uciekam. Wciąż uciekam. Uciekam przed najróżniejszymi pretekstami z mojego gabinetu na Hradeczku na dół do kuchni, gdzie potem sprzątam, słucham radia, zmywam naczynia, coś sobie gotuję, nad czymś rozmyślam albo po prostu tylko siedzę na swym pradawnym miejscu i gapię się przez okno. W rzeczywistości uciekam do pisania. Ale nie tylko od niego. Uciekam przed opinią publiczną, uciekam przed polityką, uciekam przed ludźmi, uciekam nawet przed moją wybawczynią, a przede wszystkim chyba przed samym sobą. Czego się właściwie boję? Trudno powiedzieć. Ciekawe, że choć jestem tu sam i będę sam, nikogo nie oczekuję i nikt tu się nie wybiera, wciąż utrzymuję dom w należnym porządku, wszystkie rzeczy znajdują się na właściwych miejscach, wszystko ze wszystkim musi się zgadzać, nic nie wystaje i nie leży krzywo. Jednocześnie lodówka musi być zawsze pełna rozmaitego jedzenia, którego sam nigdy nie będę w stanie zjeść, a w wazonach muszą być świeże kwiaty. Czyli: jakbym wciąż na kogoś czekał. Ale na kogo? Na niezapowiedzianego, nieznanego gościa? Na jakąś tajemniczą piękność czy wielbicielkę? Na moją wybawczynię, która czasem lubi przyjechać bez zapowiedzi? Na jakichś starych przyjaciół? Jak to jest, że ie chcę nikogo widzieć, a wciąż na kogoś czekam? Na kogoś, kto w należny sposób doceni, że wszystko jest na swoim miejscu, odpowiednio ułożone. Mam jedyne wytłumaczenie: przez cały czas staram się być przygotowany na Sąd Ostateczny. Na sąd, przed którym nic nie pozostanie utajone, który wszystko, co trzeba, oceni, właściwie oceni i który natychmiast zauważy, gdy coś jest choć trochę przesunięte. Zapewne sądzę, że Najwyższy Sędzia jest takim samym pedantem jak ja. Dlaczego mi jednak tak zależy na ostatecznej ocenie? Przecież już mogłoby mi być wszystko jedno. Otóż nie jest mi wszystko jedno, ponieważ jestem przekonany, że moje istnienie – podobnie jak wszystko, co się kiedykolwiek wydarzyło – rozhuśtało powierzchnię bytu, który po tej mojej fali – choćby nawet była nie wiem jak marginalna, nieznacząca i przemijająca – jest już i na zawsze pozostanie inny niż przed nią. Przecież przez całe życie myślałem, że to, co się raz wydarzyło, już nigdy nie może się cofnąć, więc właściwie wszystko trwa wieki. Po prostu byt ma pamięć. A więc również moja kruszyna – burżuazyjne dziecko, laborant, żołnierz, montażysta sceniczny, autor teatralny, dysydent, więzień, prezydent, emeryt, publiczny fenomen i pustelnik, rzekomy bohater i tajny trzęsityłek – pozostanie tu na zawsze. Ewentualnie nie tu, ale gdzieś. Jednak nie gdzieś indziej. Gdzieś tu.
[Vaclav Havel, „Tylko krótko, proszę”]

Vaclava Havla miałam szczęście spotkać w Krakowie w 2007r. gdy przyjechał na promocję swojej książki. Nie pamiętam już nawet jakie pytania mu zadawałam, nie pamiętam czym wywoływał salwy śmiechu u dziennikarzy, nie mogę znaleźć płyty z nagraniem z jego wizyty. Zawsze jednak pozostanie w mojej pamięci wspomnienie spotkania z tym Wielkim Politykiem i Legendą już za życia, ale przede wszystkim z bardzo skromnym, zabawnym i mądrym człowiekiem. Miłego spotkania z Najwyższym Sędzią, panie Prezydencie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s