Protest za dolara. Albo dwa.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Prawie codziennie w różnych częściach północno-zachodniego Waszyngtonu (tej części miasta, w której znajdują się m.in. Biały Dom, Kongres, najważniejsze muzea i siedziby niezliczonych instytucji i organizacji) rozlega się dźwięk bębnów. Intrygujący gdy słyszy się go pierwszy raz. Irytujący każdym kolejnym razem.

Nie jest to dźwięk szkolnych orkiestr ćwiczących w parku (choć i takie się zdarzają) czy występ afrykańskich muzyków. W amerykańskiej stolicy  w ten sposób wyraża się swój protest wobec polityki rządu federalnego i stanowego, polityki banków, służby zdrowia, opieki socjalnej, działalności sądów, prokuratur, szkół, a nawet kościołów. O proteście wobec noszenia futer nie wspominając. Tu ludzie rzadko blokują ulice czy urządzają kilkusetosobowe marsze. Za to często i „gęsto” protestują grając na bębnach.

Protest przy Pennsylvania Avenue (okolice Białego Domu) był wyjątkowo głośny. Do kilku bębnów i pseudobębnów (czyli plastikowych wiader, w które uderza się pałkami) dołączyła niewiasta o wyjątkowo donośnym głosie, wydająca z siebie… dźwięki. Trudno bowiem powiedzieć, że artykułowała słowa, o zdaniach nie wspominając… Właściciele pobliskich barów i restauracji, zazwyczaj bardzo popularnych i o tej porze zatłoczonych, z wściekłością patrzyli na ludzi spacerujących tam i z powrotem po chodniku, odstraszających wszystkich klientów.

Grupa to była niesamowita – około dwadzieścia osób, w większości czarnoskórych, kilku starszych mężczyzn, jeden elegancki w garniturze. Część z nich miała plakaty z napisami: „Nie obniżajcie standardów dla stolarzy” czy „Maryland Applicators Inc. nie wypłaca pieniędzy i świadczeń w wysokości standardów w tej okolicy” (Maryland Applicators Inc. to firma z Rockville, zajmująca się stawianiem ścian działowych).

– Przepraszam, przeciwko czemu protestujecie? – spytałam jedną z kobiet z plakatem.

– W sumie to nie wiem…

– Jak to pani nie wie? To dlaczego pani tu jest?

– A co pani do tego? Mam powód, więc protestuję. 

Przyglądnęłam się protestującym dokładniej. Może to tylko wrażenie, ale czy oni… Czy oni wszyscy aby na pewno są trzeźwi? Niektórzy wyglądali co najmniej… dziwacznie… Przebijając się przez wszechogarniające dudnienie bębnów, podejmowałam kolejne próby dowiedzenia się o co w tym proteście chodzi. Same plakaty niewiele mi mówiły. Ale albo nikt nie chciał ze mną rozmawiać, albo nikt mnie nie słyszał. W końcu się udało. Ale jak to mówią Amerykanie: sort of.

– O co chodzi w waszym proteście?

– Nie wiem.

– Jak to pan nie wie? To co pan tu robi?

– Zobaczyłem, że jest protest, to dołączyłem. I tak nie mam co robić, jestem bezdomny, a oni potrzebowali ludzi, bo w sumie to przyszli tu może w trójkę…

– To panu obojętne jest w jakiej sprawie jest ten protest?

– Pewnie. Może przynajmniej zarobię jakiegoś dolara. Ale jak pani chce wiedzieć, to ten koleś tam wie o co chodzi.

– To on wam płaci za to byście tu byli?

– To nie pani sprawa!

„Koleś tam” to Mike Zaner z Mid-Atlantic Regional Council of Carpenters (Środkowoatlantycka Regionalna Rada Stolarzy). Zaskoczony, gdy przedstawiam mu się jako dziennikarka; mniej zaskoczony, gdy mówię, że z Polski. – Tutejsi dziennikarze już się nawet nie przejmują takimi protestami. Ale my musimy to robić, musimy uświadamiać ludziom dookoła co dzieje się w tym kraju.

Zorganizowany przez niego protest dotyczy wykorzystywania pracowników budowlanych. – Oni nie mają skrupułów. Nie podpisują z ludźmi umów, sugerują, że ludzie którzy dla nich pracują to tzw. „niezależni usługodawcy”. Wypłacają im pieniądze na lewo, nie odprowadzają podatków, nie płacą ubezpieczeń. Oszukują i ludzi, i państwo. Jeśli nic nie robimy w tej sprawie, to nie znaczy, że jesteśmy  po prostu obojętni. My w ten sposób najzwyczajniej pomagamy kryminalistom.

– Wszystko OK, Mike, sprawa słuszna, ale… ilu z tu protestujących pracuje w budowlance? – to pytanie nie zawstydziło go w najmniejszym stopniu. – Kilka osób pracuje. Ale nie udało się innych ściągnąć, bo są w pracy. Nie można ludzi odciągać od pracy. A coś robić trzeba!

Już w 2005r. gazeta „Street Sense”, wydawana w Waszyngtonie przez bezdomnych, ujawniła, że „Carpterters Union” (Związek Stolarzy), którego członkiem jest Zaner, płaciła bezdomnym 8$/godzinę za udział w protestach. Zaner nazwał ich wówczas „płatnymi aktywistmi”. Dwa lata później dziennikarzom gazety uniwersyteckiej „GW Hatchet” powiedział, że w protestach biorą udział ludzie chorzy na raka, którzy dzięki udziałom w płatnych protestach mogą zarobić kilka dolarów. –  Ich całe zadanie to trzymanie znaków z naszymi hasłami. Ale wszyscy wcześniej zostali poinformowani o co nam chodzi i o co walczymy. Także „Washington Post” ujawnił, że Zaner rekrutuje protestujących m.in. w jadłodajniach i schroniskach dla bezdomnych.

– Tak, części osób płacimy za poświęcony nam czas. Ale są to osoby, które w pełni zgadzają się z naszymi postulatami. Rzeczywiście, chciałoby się dodać, zwłaszcza gdy nie wiedzą w jakiej  sprawie w ogóle jest protest…

Z badań przeprowadzonych przez Cornell University w 2009r. roku wynika, że samo miasto Nowy Jork traci rocznie ok. 170 milionów dolarów na podatkach, które powinny od dochodów pracowników odprowadzać firmy budowlane. W całych Stanach Zjednoczonych ta liczba w 2006r. wynosiła ponad 2,7 miliarda.  Dużą część osób pracujących w budownictwie stanowią nielegalni emigranci.

Sytuacja jest więc na tyle poważna, że postulaty głoszone przez Zanera mogą znaleźć się w trwającej już kampanii wyborczej (zwłaszcza, że ważnym jej elementem są kwestie dotyczące nielegalnych imigrantów). Czy da się jednak przebić z informacją o niej do publicznej świadomości hałasem bębnów i kilkoma dolarami wręczonymi bezdomnym za ich dwugodzinną pracę? No właśnie… Musiałam zadać to pytanie.

– Mike, a jak ty rozliczasz te pieniądze, które wypłacasz protestującym? Zgłaszasz to gdzieś?

 Niestety nie znam odpowiedzi. Ponoć zagłuszyły mnie bębny, a Mike musiał szybko wracać do biura…

Reklamy

2 comments

  1. Może ktoś u nas zoranizuje takie protesty. Będzie okazja dla bezrobotnych. Coś Ci amerykanie na tych zjęciach tacy szczupli – bardzo wyciągnięci – to od tych protestów?

  2. U nas też znależliby się chętni do płatnych protestów-a może tym co protestują też już płacą. Przecież u nas byli już kolejkowi stacze-niektórzy dobrze na tym zarabiali. Ale trzeba przyznać im fajną organizację protestu ,dyscyplinę i co najważniejsze zachowanie tajemnicy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s